Praktyki Erasmus+ w Greifswald, Niemcy

Ostatni dzwonek na doświadczenie esencji studiowania!

Też mieliście podczas studiowania takie uczucie w sobie, że właściwie to same studia wiele nam nie dadzą? Zaspokojenie własnych ambicji albo naszych rodziców to najwięcej, co przyniesie nam sam papierek ukończenia którejś z uczelni. Z uwagi na to, że moje studia inżynierskie były bardzo wymagające, a znajomi nie byli skorzy do wyjechania na Erasmusa, to w sferze marzeń był wyjazd na zagraniczną uczelnię.

Zmieniło się to podczas studiów magisterskich, na których to miałem znacznie więcej czasu. Oczywiście nie oznaczało to, że ten czas marnowałem. Odbywałem staż związany z moim wykształceniem, co mocno polecam każdemu studentowi, szczególnie studiów inżynierskich. W końcu postanowiłem, że wyjadę na staż absolwencki w ramach programu Erasmus+.

Z uwagi na to, że całego procesu stażu nie sposób tu opisać, tak żeby Was nie zanudzić, zapraszam na mój kanał na YouTube: Hit the Life Road, gdzie poruszam bardziej szczegółowe kwestie, rozbite na kilka krótkich materiałów.

Jak szukałem stażu?

„W internecie” – można by zdawczo odpowiedzieć i zamknąć rozdział. Ale nie będę taki. Od razu powiem, jak znalazłem firmę do której wyjechałem. Otóż wpisywałem w google możliwe zawody związane z moimi studiami i dodawałem dopisek „apprenticeship” itp. Tak trafiłem na stronę pewnej firmy, wysłałem emaila, z krótkim opisem swojego doświadczenia, a oni po jakimś czasie odpowiedzieli. Ku mojemu zdziwieniu, co zauważyłem podczas wysyłania miliona CV, poprosili mnie o moje oceny ze studiów inżynierskich. Jest to częste wymaganie, wśród zagranicznych firm.

Oczywiście nie jest łatwo trafić w googlach akurat na firmę, która organizuje staże. Dlatego polecam również wysyłać CV przez znane strony z pracą i praktykami. Mam tu na myśli Glassdoor, Indeed czy Graduateland.

Muzeum sztuki w Hamburgu
Źródło: zbór własny autora

Deutschland, deutschalnd über …

Tak jest, wyjechałem do Niemiec. Trzeciego sierpnia zameldowałem się u naszych zachodnich sąsiadów. Choć niektórym może wydać się to nudny kraj to nic bardziej mylnego. Co prawda, sama miejscowość, w której odbyłem staż nie porywała widokami i nie była zbyt atrakcyjna z uwagi na to, że liczyła zaledwie 50 tys. mieszkańców i zdawała się być rajem dla emerytów. Greifswald, tam właśnie wyjechałem. Niektórzy mogą kojarzyć miejscowość z uwagi na pobliskie ujście gazociągu Nordstream. Jednak miasto było rajem dla rowerzystów, a takowy zabrałem ze sobą toteż od razu zacząłem z tego korzystać, czerpać z letniej pogody i organizować wycieczki rowerowe wokół pobliskich nadmorskich miejscowości.

Z początku straż miał trwać 6 miesięcy jednak w jego trakcie otrzymałem ofertę pracy i skróciłem wyjazd do 3 miesięcy. Firma, w której pracowałem, zajmuje się produkcją jachtów. Bardzo ciekawe doświadczenie, szczególnie że dotychczas posiadałem doświadczenie z firm z branży automotive. Tam właśnie przekonałem się jak bardzo produkcja auta oraz jego podzespołów różni się od jachtów.

To co spodobało mi się wśród podejścia niemieckich pracowników to spokój i opanowanie, także w kryzysowych sytuacjach, chociaż takie rzadko występowały, z uwagi na staranne planowanie pracy.

Musicie wiedzieć, że staż swój odbywałem w trakcie epidemii i miało to wpływ na pracę. W tym czasie, w Niemczech, obowiązywał tak zwany Kurzarbeit, to znaczy skrócony czas pracy, co z początku było lekkim rozczarowaniem, bo z uwagi też na specyfikę branży, w pażdzierniku pracy było niewiele. Wspomnę tu też o zakwaterowaniu, ponieważ miałem sporo szczęścia. Firma, do której wyjechałem wynajmowała mi małe mieszkanie kompletnie za darmo. Ileż nerwów i pieniędzy zaoszczędzonych z tego powodu.

Rynek w Greifswald
Źródło: zbiór własny autora

Co oprócz pracy

Erasmus oprócz doświadczenia w zawodzie przyczynił się do bliższego poznania kultury niemieckiej. Mam tu na myśli zarówno historię, zwyczaje, podejście do życia oraz muzykę, której stałem się wielkim fanem (polecam Capital Bra i Samre). Do tego stopnia polubiłem muzykę w ich wykonaniu, że raz w tygodniu oglądałem The Voice of Germany, które akurat się tam rozgrywało. Oczywiście oprócz niemieckiej kultury poznaje się inne, bo przecież otaczasz się ludźmi z całego świata.

Niewątpliwą zaletą były podróże. Hamburg, Berlin, Rostock – to większe miejscowości, które odwiedziłem, Zwiedzaliśmy je wraz z innymi Erasmusami autem, bo bardziej się to opłacało niż sprawnymi, ale drogimi pociągami.

Wodny transport publiczny w Hamburgu z filharmonią w tle
Źródło: zbiór własny autora

A co ja jeszcze robiłem oprócz zwiedzania? Jestem freakiem piłkarskim zatem znalazłem drużynę piłkarską i dwa razy w tygodniu trenowałem i grałem z nimi. Świetne doświadczenie i możliwość szkolenia języka. Dodatkowo też chodziłem na siłownię, bo była całkiem tania (20 euro za miesiąc). Jak już jesteśmy przy cenach, to jakie były koszty życia?

Niemiecki chiil nad Szprewą
Źródło: zbiór własny autora

Koszty życia

Długo tu można by pisać, bo to zależy od wielu czynników. Generalnie mogę powiedzieć, że nie jest tam zbyt drogo. Nie musiałem wynajmować mieszkania, ale w miejscowości Greifswald małe mieszkanie, z tego, co opowiadali znajomi, kosztowało około 400 euro. Jedzenie też zbyt wiele nie kosztowało. Prowadziłem miesięczne podsumowanie moich wydatków. Wychodziło, że na samo jedzenie wydawałem około 250 euro. Do tego oczywiście trzeba doliczyć jedzenie na mieście, wycieczki itd. Ze wszystkim zamykałem się w 500 euro. Dla fanów kebaba, mogę powiedzieć, że średnia cena wynosiła 4,5 – 5 euro. Hamburg okazał się być bardzo drogim miastem. Parking za dobę był horrendalnie drogi (24 euro w centrum), ale za to Berlin cenowo był bardzo atrakcyjny. Obiad można było zjeść już za 6 euro, chociaż średnia cena wynosiła około 10 euro, co według mnie jest standardem europejskim.

Przed treningiem
Źródło: zbiór własny autora

Polecam, czy nie polecam?

Pytanie, oczywiście, że polecam. Mało tego, żałuję, że nie wyjechałem wcześniej na wymianę studencką, na zagraniczny uniwersytet. Jeśli się zastanawiasz, czy jechać, czy nie, to gorąco polecam przeżyć taki wyjazd na własnej skórze. Uczymy się w ten sposób samodzielności (niełatwo było założyć konto w banku, kiedy nikt tam nie mówił po angielsku, a mój niemiecki nie był na tyle dobry, żeby rozumieć kwestie bankowe), poznajemy obce kultury, co bardzo poszerza nasze horyzonty i zmieniamy zdanie na wiele kwestii, poznajemy wspaniałych ludzi i tak jeszcze można by wymieniać.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.