Erasmus+ w Sassari, Włochy

Zacznijmy od początku!

Mojego Erasmusa spędziłam w Sassari, miasteczku na północy Sardynii. O możliwości wyjazdu na Sardynię wspomniała mi dawno temu koleżanka w trakcie jednych zajęć na uczelni. Nie rozmawiałyśmy o tym długo, jednak miejsce utknęło mi w pamięci i gdy przyszedł czas na aplikację postanowiłam, że spróbuję pojechać właśnie tam! Była to zupełnie nowa umowa pomiędzy uczelniami, co oznaczało że nikt z mojej uczelni tam jeszcze nie był. Pomyślałam, że pojadę i na własnej skórze sprawdzę. Aby wyjechać niezbędne było zdanie egzaminu z włoskiego. Choć uczyłam się go dość długo w Polsce to jednak ciągle nie czułam się z nim pewnie. Egzamin udało się zdać na poziom B1, co było wystarczające.

Mural w Orgosolo
Źródło: zbiór własny autora

 

Na Erasmusa zaaplikowałam tak naprawdę w ostatnich dniach rekrutacji. Koleżanka przypomniała mi, że jeśli chcę gdziekolwiek jechać, to muszę jak najszybciej dopełnić formalności. Nie myśląc długo wypełniłam dokumenty i zaniosłam je do Biura Programów Zagranicznych. Potem pozostało już tylko oczekiwanie na decyzję. Moim pierwszym wyborem był Budapeszt, jednak uczelnia ta preferowała osoby które studiowały Administrację publiczną, lub kierunki pokrewne. Ja jestem na Wydziale Finansów, co oznaczało, że moja aplikacja została odrzucona.

Moim drugim wyborem było Sassari i właśnie to właśnie tam bardzo chciałam pojechać. Już miałam w głowie wyobrażenie, że spędzę zimowe miesiące w słonecznej Italii. A w dodatku będę miała okazję  aby sprawdzić mój włoski w żywej rozmowie z Włochami.

W trakcie oczekiwania na decyzję zastanawiałam się czy na pewno chcę wyjechać. Głównie wątpliwości spowodowane były pracą. Byłam wtedy w połowie dwuletniego programu stażowego w finansach, co oznaczało że został mi jeszcze rok. Po rozmowie z przełożonymi utwierdziłam się w przekonaniu, że warto wyjechać. Na prawdziwą pracę przyjdzie jeszcze czas, a okazja wyjazdu na Erasmusa już by się nie powtórzyła. Postanowiłam pojechać!

Pierwsze dni…

Na Sardynię przyleciałam końcem września, bezpośrednim lotem z Katowic do Alghero. Po przylocie, na lotnisku we Włoszech spotkałam dwie Erasmuski z Polski. Tam odebrał nas Fabio w ramach Pick up service oferowanym przez ESN Sassari. Odpowiednio wcześniej należało wypełnić formularz z informacjami o dokładniej dacie przylotu, a resztą zajęli się już studenci z Sassari. Fabio przywiózł mnie praktycznie pod same drzwi mojego nowego mieszkania. Tam spotkałam przemiłą Litwinkę, która pokazała mi mój pokój, a po chwili odpoczynku oprowadziła po mieście i zabrała na najlepszą pizzę w Sassari.

O mieszkaniu zaczęłam myśleć dość długo przed wyjazdem. Początkowo szukałam na włoskich stronach (np. subito.it) oraz facebooku. Moje poszukiwania nie przyniosły jednak nic konkretnego. Swoje przyszłe lokum znalazłam przez przypadek. W trakcie przygotowywań do wyjazdu odezwałam się do starej koleżanki ze studiów. Okazało się, że w tym czasie była ona tam na praktykach letnich. Co za szczęście! Umówiłyśmy się że przejmę po niej pokój. Zanim wyleciała do Polski zdążyła mi pokazać najważniejsze miejsca w Sassari i okolicy. Pierwszym punktem był Botellón na Piazza d’Italia, gdzie niemal każdego wieczoru można było spotkać bawiących się studentów. Następnie restauracja gdzie spróbowaliśmy kilka rodzajów makaronów. A w weekend należało skorzystać z pogody, dlatego wczesnym rankiem wyruszyłyśmy na plażę do Alghero.

Moje pierwsze dni minęły dość szybko, a wszelkie formalności załatwiłam bez większych problemów. Przed wyjazdem nawet nie pomyślałabym, że tak szybko odnajdę się w zupełnie nowym miejscu, w obcym państwie. Może to za sprawą specjalnego klimatu Sardynii?
Koszty życia w Sassari są dość niskie i można zmieścić się z wydatkami w 450 euro ze stypendium. Należy jednak ograniczyć wtedy podróże i jedzenie na mieście. Za pokój jednoosobowy płaci się średnio 200 euro miesięcznie.

Università di Sassari

Zajęcia na uczelni zaczęłam już dwa dni po przylocie. W pierwszym dniu załatwiłam formalności związane z learning agreement i generalnie z moim pobytem w Sassari. Moja włoska koordynator okazała się niezwykle pomocna. Mówiła bardzo dobrze po angielsku, podobnie było z wszystkimi prowadzącymi z którymi miałam zajęcia.

Zajęcia prowadzone są w języku włoskim i chodziłam na nie razem ze studentami włoskimi. Na Wydziale Ekonomii większość stanowili włosi, a studentów zagranicznych było zazwyczaj kilku na każdym przedmiocie. Wykładowcy bez większych problemów zgadzali się na zdawanie egzaminu po angielsku. Większość osób będąca na Erasmusie nie mówiła dobrze po włosku, dlatego było to dla nich jedyna opcja na zaliczenie. Przedmiot, gdzie byłam jedyną studentką z Erasmusa postanowiłam zdać po włosku, a pozostałe po angielsku.

Impreza integracyjna,
Źródło: zbiór własny autora

 

 

 

 

 

 

 

 

 

System zajęć wygląda trochę inaczej niż w Polsce. Nie ma podziału na wykłady i ćwiczenia, są tylko wykłady, które trwają około 2 godzin. Przedmioty są tutaj podzielone na bloki. Pierwszy blok trwał mniej więcej cały październik i już w listopadzie można było zaliczyć pierwsze egzaminy, drugi trwał od listopada do połowy grudnia, i jeszcze przed świętami miałam z niego egzaminy. Następnie w styczniu są kolejne terminy egzaminów. Można wtedy podejść drugi raz do egzaminu. Porównując realia polskie studenci we Włoszech mają znacznie więcej terminów zaliczenia. Dodatkowo na każdym przedmiocie przygotowuje się pracę grupową, która jest częścią zaliczenia. Warto zapytać o możliwość przygotowania prezentacji po angielsku dla studentów z wymian. Zazwyczaj nie ma z tym problemu.

Poza zajęciami na wydziale miałam kurs włoskiego w centrum językowym. Na podstawie egzaminu wstępnego było się przypisanym do kursu dla początkujących lub dla średnio zaawansowanych. Warto wpisać kurs włoskiego do learning agreement i w ten sposób zyskać 5 punktów ECTS.

Trochę o podróżach

W trakcie mojego pobytu na Sardynii zwiedziłam głównie północne wybrzeże, a dokładniej: Capo Testa, Santa Teresa, Costa Paradiso, Porto Torres. Poza tym Alghero, Orgosolo, Oristano oraz stolicę wyspy, czyli Cagliari.

Sardynia ma na pewno dużo do zaoferowania dla miłośników trekkingu. Znajdują się tu jedne z ciekawszych tras prowadzące przez wysokie klify, liczne jaskinie czy groty.

Niestety na Sardynii transport publiczny nie jest dobrze rozwinięty. Szczególnie w okresie zimowym poruszanie się po wyspie jest utrudnione. Dlatego najlepszym rozwiązaniem na podróże jest samochód. Jednak w najpopularniejsze bez trudu można dotrzeć pociągiem czy autobusem.

CAPO TESTA

Na Capo Testę udaliśmy dużą grupą, około 10 osób. Jak na wycieczkę Erasmusów przystało każdy z nas był z innego zakątka Europy. Początkowo planowaliśmy zorganizować camping w Valle della Luna, jednak w listopadzie było już dość zimno, a dodatkowo nie chcieliśmy się męczyć transportem namiotów. Postanowiliśmy pojechać na jeden dzień. Każdy z nas zabrał zapas jedzenia i wyruszyliśmy wczesnym rankiem. W drodze powrotnej utknęliśmy w małym miasteczku, oddalonym około 60 kilometrów od Sassari. Kierowca źle nam wskazał miejsce na przesiadkę. Z racji, że był to ostatni autobus, przysporzyło nam to sporo nerwów. Jednak z pomocą miejscowych dotarliśmy do dworca a tam już bezpośrednio do naszego miasta.

ORGOSOLO

Wyjazd do Orgosolo zorganizowany był przez ESN Sassari. W połowie października odbywał się tam festiwal „Autunno in Barbagia a Orgosolo”.

Miasto słynie z murali na ścianach, które można znaleźć niemalże na każdym budynku. Przedstawiają one komentarz do przeszłych wydarzeń we Włoszech i na świecie.

Mural w Orgosolo – Kolejna wojna? Nie, dziękuję,
Źródło: zbiór własny autora

COSTA PARADISO

Costa Paradiso znajduje się około 70 kilometrów od Sassari. Miejscowi określają miejsce jako najpiękniejsze na świecie –Posto piu bello del mondo.

 

Costa Paradiso,
Źródło: zbiór własny autora

CAGLIARI

Cagliari to moja ostatnia wycieczka. Pojechałam na nią razem z dwiema koleżankami z Erasmusa. W stolicy regionu spędziłyśmy dwa dni i przez ten czas miasto prawdziwie nas oczarowało.

Forte di Sant’Elia, Cagliari,
Źródło: zbiór własny autora

PODSUMOWANIE

Mój Erasmus jeszcze się nie skończył jednak razem z powrotem na święta do domu pożegnałam się z dużą częścią znajomych. Prawdopodobnie nie spotkamy się już nigdy wszyscy razem w jednym miejscu. Niestety wszystko kiedyś się kończy, a to co najpiękniejsze zazwyczaj dość szybko. Mój pobyt na Sardynii na pewno zapamiętam do końca życia. Przed wyjazdem miałam wyobrażenie jak może wyglądać wymiana, jednak nie oczekiwałam, że spotkam tak wspaniałych ludzi, z którymi będę się żegnać ze łzami w oczach.

Mam nadzieję, że znajomości tam zawarte będą trwały jak najdłużej i spotkamy się niedługo odwiedzając wzajemnie.

Wszystkie osoby, które mają pytania bądź wątpliwości związane z wyjazdem zapraszam do kontaktu. Poniżej znajdziecie moje kontakty:

Facebook: facebook.com/gosia.kralka

Instagram: instagram.com/gosiakralka/

Małgorzata Kralka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.