Erasmus+ w Almerii, Hiszpania

Źródło: zbiór własny autora

No to w drogę!

Gdy byłam jeszcze w liceum, moja siostra pojechała na Erasmusa. Przed wyjazdem zarezerwowała mieszkanie, jednak kiedy dotarła na miejsce, okazało się ono totalną katastrofą, a właściciel postawił jej ultimatum: albo wprowadzi się na rok, albo wcale. Tym sposobem wylądowała na ulicy razem z całym bagażem, jaki ze sobą przywiozła. Okazało się, że w żadnym hotelu nie ma już miejsc, w biurze ESN też nikt nie wiedział, w jaki sposób można jej pomóc. Był już wieczór, a ona nie miała pojęcia, gdzie spędzić najbliższą noc. Wtedy przypomniała sobie o chłopaku, którego poznała na facebookowej grupie dla przyszłych Erasmusów. Nigdy się nie spotkali, ale wstępnie miał być jej współlokatorem w tym katastrofalnym mieszkaniu. Przyjechał wcześniej i też z niego zrezygnował. Był jedyną osobą, którą tam kojarzyła, więc nie mając lepszego pomysłu, napisała do niego. On i jego współlokatorzy okazali się wspaniali. Odstąpili jej kanapę na kilka nocy, zanim znalazła coś lepszego.  Kiedy mi opowiedziała tę historię, bardzo się zmartwiłam. Przede wszystkim o nią, ale też o coś innego. Jak na młodszą siostrę przystało, trochę zawsze ją naśladowałam. Dlatego wiedziałam, że moja ambicja i duma nie pozwolą mi zostać w domu w trakcie studiów – skoro ona wyjechała, to ja nie mogę być gorsza. Czytaj dalej