Erasmus+ we Florianopolis, Brazylia

W poprzednim wpisie mieliście okazję przeczytać o mojej wymianie na Węgrzech. Mam nadzieję, że przekonałem Was do wyjechania do tego kraju i odpowiedziałem na część Waszych pytań. W tej części opiszę swoją relację z wymiany ERASMUS MUNDUS w 2015 roku. A więc po kolei.

Widok na Rio de Janeiro z Parku Narodowego Tijuca
Źródło: zbiór własny autora

Jak to się stało, że pojechałem na wymianę do Brazylii?

Zaczęło się od tego, że po powrocie z Węgier poszedłem do Biura Wymiany Międzynarodowej Politechniki Śląskiej, aby dopełnić formalności związanych z moim poprzednim ERASMUS’em. Mój wzrok przykuła ulotka BE MUNDUS znajdująca się na korytarzu prowadzącym do Biura Współpracy Międzynarodowej. Zapytałem o możliwość wyjazdu Panią kierownik, a ona przekazała mi datę spotkania informacyjnego. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że nie było zbyt wielu zainteresowanych. Na spotkaniu, o ile dobrze pamiętam, pojawiło z pięć osób. Było to dość zaskakujące biorąc pod uwagę tak atrakcyjny projekt. Dostaliśmy wytyczne dotyczące procedury aplikowania, która jednak różniła się od standardowego ERASMUS’a. Trzeba było skompletować i wypełnić pokaźny pakiet dokumentów i wrzucić skany na stronę projektu. Zmotywowany wyjazdem postanowiłem zacząć je kompletować. Zapisałem się też do szkoły językowej na kurs portugalskiego, którego znajomość była wymagana do wzięcia udziału w projekcie. Jeśli chodzi o uczelnię to mój wybór padł na Uniwersytet Federalny w Santa Catarina i na kierunek inżynieria materiałowa (engenharia de materiais). Jako, że potencjalny wyjazd miał się odbyć podczas ostatnich semestrów, wybrałem ten uniwersytet dlatego, że jako jedyny oferował wyjazd na 7 miesięcy (co później okazało się dwoma trymestrami), a chciałem zdążyć na swoją obronę. I tutaj ostrzeżenie dla osób wyjeżdżających na wymianę na ostatnim semestrze. Jest ona często korzystna z uwagi na to, że przedmioty dotyczące pracy mają dużo punktów ECTS, więc nie trzeba zaliczać wielu przedmiotów za granicą. Pamiętajcie jednak, żeby sprawdzić, czy termin zakończenia Waszej wymiany nie jest późniejszy niż termin Waszej obrony. Inaczej możecie stracić rok!

Hurra! Lecę do Brazylii!

Po skompletowaniu dokumentów i wrzuceniu skanów na stronę BE MUNDUS pozostało czekać na decyzję. Aplikowało się rok przed planowanym wyjazdem, tak więc miałem czas, aby na spokojnie zająć się studiowaniem i zapomnieć o aplikacji. Tak mijały dni i miesiące, aż w końcu dostaję maila, że dostałem się na wymarzoną wymianę do Brazylii. Było to jakoś w połowie szóstego semestru studiów inżynierskich, a więc wielkiej radości towarzyszyła obawa jak zaliczyć semestr przed czasem (mój wyjazd miał być 26 maja z Warszawy). Na szczęście wszyscy prowadzący pozwolili mi zdać wszystko przed czasem, abym na spokojnie mógł polecieć do Brazylii. Zostały już tylko formalności, czyli formularz kupna biletów do biura podróży we Włoszech oraz wiza. Tu muszę wspomnieć, że cenę biletów tam i z powrotem pokrywała Unia Europejska. Znalazłem także zakwaterowanie w Brazylii. Po wcześniejszym zaliczeniu semestru byłem już gotowy do drogi. Po imprezie pożegnalnej w akademiku pojechałem do Warszawy odebrać wizę i następnego dnia miałem samolot. I tu zaczyna się moja następna przygoda.

Ja z leniwcem gdzieś w Amazonii
Źródło: zbiór własny autora

3 … 2 … 1 … Zaczynamy

Trasa mojego lotu była dość skomplikowana, a co więcej był to mój pierwszy lot samolotem! Z Warszawy leciałem do Frankfurtu am Main, z Frankfurtu am Main do Sao Paulo i potem brazylijskimi liniami lotniczymi z Sao Paulo do Florianopolis. Jak się domyślacie, był to najdłuższy lot w moim życiu, ale udało mi się w końcu osiągnąć mój cel, czyli Florianopolis. Z lotniska zamówiłem taksówkę, która zawiozła mnie prosto do mojego nowego mieszkania. Okazało się, że był to kompleks mieszkań studenckich i każdy miał osobny pokój. O ile wiem uczelnia, którą dalej będę nazywał w skrócie UFSC, nie oferuje akademików dla studentów i każdy student musi znaleźć mieszkanie na własną rękę. Po przyjeździe podpisałem umowę z Panią Robertą. Mój czynsz wynosił 900 reali brazylijskich, co w sumie można traktować jako 900 zł przy obecnym kursie tej waluty. Może nie jest to mała kwota, ale w cenie miałem sprzątanie pokoju. Dodatkowo mieszkanie znajdowało się bardzo blisko uczelni, co jest dość ważne z uwagi na to, że transport na wyspie Santa Catarina jest niezbyt dobrze rozwinięty. Po podpisaniu kontraktu poszedłem rozejrzeć się po mieście. Zajrzałem do sklepu spożywczego i co mnie najbardziej zszokowało to cena czekolady mlecznej, która wynosiła 6 reali czyli jakieś 6 zł. Myślałem że Brazylia jest producentem kakao, dlatego czekolada powinna być tańsza niż w Polsce. Poza tym kupiłem ser (mussarela), szynkę i chleb. Ceny ogólnie są podobne jak w Polsce, aczkolwiek trzeba pamiętać o przewalutowaniu. Jako, że jednak moje stypendium wynosiło 1000 euro na miesiąc, mogłem sobie pozwolić na dostatnie życie. Potem poszedłem do sklepu komputerowego kupić przejściówkę do mojego laptopa na brazylijski standard gniazdka. Skoro już się zadomowiłem to czas opowiedzieć o uczelni i o podróżach.

Moje zakwaterowanie, czyli bezpieczeństwo przede wszystkim
Źródło: zbiór własny autora

UFSC, czyli Universidade Federal de Santa Catarina

Po ogólnym „ogarnięciu” się na nowym kontynencie przyszedł czas na wizytę na uczelni. Poinstruowany przez lokalnych studentów trafiłem na swój wydział, który podobnie jak w Polsce był Wydziałem Inżynierii Mechanicznej. Spotkałem tam przyjaznego koordynatora wydziałowego Paulo Bodnara, który mimo, że nie mówił po angielsku, skierował mnie do odpowiednich osób. Odbyłem też wizytę w International Office, gdzie wydano mi papiery, z którymi miałem udać się na policję w celu zarejestrowania się w mieście. Oczywiście po raz kolejny nie został przydzielony mi Study Buddy. Pomagali mi moi rówieśnicy, a także pierwszoroczni studenci inżynierii materiałowej, z którymi spędzałem sporo czasu i jeździłem z nimi na różne imprezy. Zapisałem się także na intensywny kurs języka portugalskiego. Trzeba tutaj dodać, że na UFSC można studiować właściwie każdy kierunek. Od filozofii przez medycynę po inżynierię. Oficjalnym językiem, w którym prowadzone były zajęcia był portugalski, ale na szczęście prowadzący byli wyrozumiali i pozwalali mi zaliczać przedmioty w języku angielskim. Niekiedy nawet prowadzili specjalnie dla mnie zajęcia po angielsku. W moim pierwszym trymestrze miałem między innymi materiały kompozytowe ze starszym profesorem z irackimi korzeniami Hazim Ali Al-Qureshi i właśnie te zajęcia najbardziej zapadły mi w pamięć.
Miałem też planowanie eksperymentu i pierwszą część kursu TCC, który miał mnie przygotowywać do napisania brazylijskiej pracy dyplomowej. Dzięki intensywnemu kursowi portugalskiego poznałem innych studentów z wymiany, z którymi również spędziłem wiele czasu na integracji w pubach. Nasi nauczyciele portugalskiego zorganizowali nam także dwie wycieczki na plażę Jurere i do parku Corrego Grande. Jak się pewnie domyślacie w Brazylii nie działa ESN ,toteż organizowaliśmy sobie czas wolny na własną rękę. Właściwie, co piątek były imprezy nawet na terenie kampusu uczelni. Było dość niezwykłe dla mnie jako Europejczyka. Odbywały się też większe imprezy tematyczne organizowane przez samorząd wydziałowy. Pamiętam, że brałem też udział w czymś na kształt juwenaliów, w których była rywalizacja pomiędzy wydziałami. Jeśli chodzi o imprezy poza uczelnią to chodziliśmy do Music Park- wielki klub na otwartym powietrzu. Zwykle regułą na imprezach był open bar, a więc płaciło się 60 reali za wejście i przychodziło się tam z własnym kubkiem. Wtedy można było pić ile i co się chciało. Drugi trymestr był dla mnie o wiele bardziej pracowity i nawet zmieniałem swój Learning Agreement, żeby usunąć część przedmiotów z poprzedniej wersji. Wziąłem sobie za dużo przedmiotów, gdyż nie wiedziałem, jak poprawnie przeliczyć brazylijskie punkty na ECTS (Brazylia oczywiście nie ma wprowadzonego procesu bolońskiego). Ustawiłem je „na oko” i w konsekwencji nawet po poprawnym przeliczeniu z usuniętymi przedmiotami miałem jeszcze zapas. Niestety nie udało mi się zaliczyć jednego przedmiotu, który był właściwie prezentacją brazylijskiej pracy dyplomowej. Mimo, iż chodziłem do laboratorium niemal codziennie po kilka godzin w drugim trymestrze, to nie podołałem, aby ją napisać. Okazało się, że brazylijscy studenci piszą ją o wiele dłużej, a ich I stopień studiów trwa 5 lat a nie 3,5 jak w Polsce. Pomimo tej porażki, wpisano mi ten przedmiot jako egzamin i zdałem go w Polsce w formie egzaminu komisyjnego. Pomimo tego niepowodzenia, zdobyłem cenne praktyczne doświadczenie w zakresie metalurgii proszków, które mam zamiar wykorzystać w swoim doktoracie.

Kampus Uniwersytetu Federalnego w Santa Catarina
Źródło: http://estrutura.ufsc.br/campi/campus-florianopolis/

Podróże (tym razem duże)

Podczas pierwszego trymestru, poza wycieczkami z nauczycielami portugalskiego, wybrałem się do Foz do Iguaçu, by zobaczyć słynne Wodospady Iguaçu. Pierwszego dnia udało mi się odkryć brazylijską stronę wodospadów, gdzie widok zapierał dech w piersiach. Nie miałem jednak zalecanej peleryny, więc trochę zmokłem. Udałem się również na spływ rzeką, do której przedarliśmy się przemierzając dżunglę terenowym samochodem. Sam spływ również był emocjonującym doznaniem. Wracając przeszedłem do słynnego Parque das Aves, gdzie mogłem podziwiać gatunki ptaków z całego świata. Kiedy wróciłem do hostelu, czekała na mnie pyszna caipirinha. Z racji niewiedzy, nie udało mi się obejrzeć argentyńskiej strony wodospadów, która jest podobno lepsza. Ostatniego dnia wybrałem się do drugiej największej elektrowni wodnej Itaipu, która pokrywa zapotrzebowanie na prąd Brazylii w 20% i Paragwaju w 95%. Po standardowym zwiedzaniu wróciłem na dworzec w Foz do Iguaçu i tam czekałem na powrotny autobus do Florianopolis.

Jedna z kaskad wodospadu Iguaçu
Źródło: zbiór własny autora

Między dwoma trymestrami miałem miesiąc wolnego, więc postanowiłem wybrać się na prawdziwego samotnego tripa po Brazylii. Moja trasa obejmowała Rio de Janeiro, Salvador de Bahia, Belem i Manaus. Zacznijmy od początku. Jakiś miesiąc przed swoją podróżą wykupiłem bilety lotnicze i zaraz po zakończeniu trymestru wyruszyłem z Florianopolis do Rio de Janeiro. Miałem kolegę z Rio, którego poznałem na wymianie na Węgrzech. Zgodził się, abym u niego nocował w czasie mojego pobytu w tym miejscu. W ciągu kilku dni udało mi się zwiedzić najważniejsze punkty miasta. Pierwszego dnia prosto z lotniska udałem się metrem na plażę Ipanema, gdzie późnym wieczorem przypadkiem spotkałem Polki mieszkające w Brazylii i oczywiście wieczór przebiegł w sympatycznej atmosferze zakrapianej najpopularniejszym drinkiem Brazylii, czyli caipirinha. W ciągu kolejnych dni zwiedziłem Głowę Cukru, na którą wjeżdża się kolejką linową. Z niej doskonale widać całe miasto, a w szczególności posąg Chrystusa Zbawiciela na wzgórzu Corcovado oraz bajeczną wyspę Ilha Grande, na której zatopiłem swój telefon i po powrocie do Rio musiałem kupić nowy. Moim ostatnim celem w Rio był Parque Nacional da Tijuca. Zwiedziłem go jeepem, a zakończyłem się w centrum miasta przy słynnych schodach Escadaria Selaron.

Z Rio de Janeiro poleciałem prosto do miasta Salvador de Bahia, które jest kolebką kultury afrobrazylisjkiej. Jako człowiek, który trenował w przeszłości capoeira nie mogłem odmówić sobie wizyty w tym miejscu. Mój hostel „Galeria 13″znajdował się nieopodal historycznego centrum miasta Pelourinho. Dostałem tam zniżkę do restauracji, którą jak się okazało prowadził Polak mieszkający na co dzień w Salvador de Bahia. Również w tym mieście udało mi się spotkać z jednym z kolegów, których poznałem na Węgrzech. Pokazał mi najważniejsze punkty w centrum miasta, a także ciekawe Muzeum Morskie. Swoje pragnienie gasiliśmy wszechobecną wodą prosto z zielonych kokosów. Któregoś wieczoru poszedłem na ceremonię Candomble. Była to ceremonia brazylijskiej wiary mieszającej afrykańskie religie pierwotne z chrześcijańskimi postaciami. Poza Salvadorem wybrałem się także spontanicznie do Parku Narodowego Chapada Diamantina i do Praia do Forte w celu zobaczenia parku żółwi morskich chronionych w ramach Projektu Tamar.

Mój spacer po Pelourinho
Źródło: zbiór własny autora

Kolejny mój lot był z przesiadką ze stolicy kraju Brasilia, jednak nie miałem czasu na jej zwiedzanie. Po krótkim przystanku na lotnisku miałem lot do Belem, a więc do Amazonii. Po przylocie w hostelu poznałem Daniela, który odwiedził mnie później w Polsce w czasie swojego tripa po Europie. Razem zwiedziliśmy wszystkie najważniejsze punkty w mieście i skosztowaliśmy świeżej pulpy z owoców acai i innych amazońskich owoców na targu Mercado Ver-o-Peso. Duże wrażenie zrobił na mnie także miejski ogród botaniczny. Po moim pobycie w Belem udałem się łodzią do Manaus. Rejs trwał pięć dni, w czasie których spałem w hamaku i mogłem bez końca podziwiać piękno Amazonii. Po dotarciu do Manaus udałem się do agencji, która organizowała wyjazdy do dżungli. Okazało się, że moja podróż rozpocznie się dnia następnego i na szybko znalazłem hostel w pobliżu agencji Amazon Gero. Tak więc wyruszyliśmy do dżungli najróżniejszymi środkami transportu, aż w końcu dotarliśmy do hostelu Ararinha Jungle Lodge. W dżungli czekały na nas różne aktywności, jak łowienie piranii czy spotkanie z lokalną indiańską rodziną. Miło wspominam też noc z ogniskiem w samym środku dżungli. Jako, że był to mój ostatni przystanek w trakcie tej podróży, nadszedł czas na powrót do studiowania do Florianopolis.

Karmienie jednej z największych ryb słodkowodnych na świecie
Źródło: zbiór własny autora

Po tej niezapomnianej podróży udało mi się zorganizować jeszcze jedną do miasta Blumenau zamieszkiwanego przez niemieckich imigrantów, gdzie w październiku odbywa się drugi największy festiwal piwa na świecie. Znacznie różni się on od tego w Niemczech, ale cel sprzyja ten sam: napić się piwa i dobrze się bawić. Po tej wycieczce jeszcze pod koniec wymiany z firmą Floripa by Bus wybraliśmy się, aby lepiej poznać samą wyspę Santa Catarina, na której notabene byłem przez większość czasu.

Ja na Oktoberfest Blumenau 2015
Źródło: zbiór własny autora

Podsumowanie

Tym sposobem kończy się moja opowieść z Brazylii, z której wróciłem 12 grudnia 2015 roku. Moja obrona lekko się przez to opóźniła,ale i tak obroniłem się w styczniu następnego roku i zaaplikowałem na studia magisterskie na Politechnikę Wrocławską. Mam nadzieję, że przekonałem Was do wyjazdu na ERASMUSa poza Europę, a szczególnie do Brazylii. Moja rada jest taka, że jeśli tylko pojawi się do tego okazja to polecam aplikować. Obecnie wymiany poza Europę są na nieco innych zasadach w ramach akcji KA107 ERASMUS+, ale zapewne nadal warto jechać i poznać inny kontynent oraz kulturę. Jak zwykle proszę o zostawienie Waszej opinii i zapraszam do tekstu o mojej ostatniej wymianie akademickiej na Węgrzech.

W razie jakichkolwiek pytań możecie mnie znaleźć na Facebook’u:

https://www.facebook.com/Mijalito.Noworolnik

Michał Noworolnik

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.