Erasmus+ w La Coruña, Hiszpania

Czy w Hiszpanii może być zimno? Jak żyje się w rytmie Despacito? Siesta i fiesta – mit czy codzienność? W tym artykule postaram się opisać wszystko, co powinniście wiedzieć o La Coruña oraz zachęcić Was do wyboru tego miasta na Erasmusa. Zapraszam!

A Coruna z lotu ptaka.
Źródło: http://www.linguistichorizons.com/wp-content/uploads/2013/10/coruna- arial2.jpg

La Coruña, miasto położone nad samym oceanem w północno-zachodniej Hiszpanii. Słyszeliście kiedyś o nim? Nie? Ja też nie… A przynajmniej do czasu, kiedy to zdecydowałam, że to właśnie w Hiszpanii chcę spędzić mojego Erasmusa. Cały proces zaczął się oczywiście od sprawdzenia uczelni oferujących zajęcia dla studentów drugiego stopnia. Drugim kryterium było położenie miasta nad wodą. Bo jak to – żyć w Hiszpanii i nie mieć plaży w zasięgu ręki? O ile na pierwszym stopniu wybór uczelni jest ogromny, to na drugim stopniu wybór dostępnych uniwersytetów był znacznie ograniczony. Połączenie tych dwóch zmiennych pozostawiło mi jeden wybór, którym był Universidade da Coruna w Galicji.

Myśląc o Hiszpanii, wyobrażamy sobie wysokie temperatury i słońce, tymczasem gdy wysiadłam na lotnisku w La Coruña, było ciemno i zimno (3 stopnie). Co prawda była to połowa stycznia, a na dodatek godzina 7 rano, jednak nie tego się spodziewałam. Ze względu na położenie miasta nad oceanem, pogoda była zmienna, dość często padało, a chmury przysłaniały słońce przez większość czasu. A jednak, 16 lutego siedzieliśmy na plaży w samych bluzach, podziwiając wyjątkowo spokojny ocean.

Jeden z wielu dni spędzonych na miejskiej plaży w Corunii (16 luty 2017).
Źródło: zbiór własny autora

Miasto ma 40 km2 i liczy 250 tys. mieszkańców. Hiszpanie uwielbiają spędzać czas razem, każda ulica pełna jest więc barów, kawiarni i restauracji, a w każdym klubie usłyszymy Despacito. Tak przynajmniej było podczas mojej wymiany. Hiszpanie żyją w rytmie reggaeton, są otwarci, nie zawsze posługują się językiem angielskim, przy czym są bardzo wyrozumiali jeśli chodzi o komunikację w języku hiszpańskim. Jednak uwaga, jeśli skończy Wam się “bombona” (butla z gazem do piecyka grzejącego wodę), nie liczcie na to, że wymienią ją w ciągu tego samego dnia. Hiszpanie uwielbiają załatwiać sprawy “mañana”. Często też zamykają swoje firmy na kilka godzin podczas siesty, co ma zarówno ekonomiczne, jak i kulturowe uzasadnienie. Należy też pamiętać o tym, że w niedzielę wszystkie sklepy i większość restauracji jest zamknięta (biada więc tym którzy obudzą się głodni i spragnieni po sobotniej fieście). 😉

Uczelnia

Universidade da Coruña jest stosunkowo nowoczesną uczelnią posiadająca kilka kampusów. Dwa z nich mieszczą się na obrzeżach miasta i to tam znajduje się większość wydziałów, w tym wydział ekonomii, na którym studiowałam. Obrzeża miasta – brzmi strasznie, ale tak nie było. Co 5 minut z centrum miasta odjeżdżał specjalny autobus UDC. Cała podróż na uczelnię trwała ok. 15 minut.  Kolejny kampus znajdował się w centrum miasta, a inny w miejscowości Ferrol (kierunki medyczne i ich pochodne). Przy aplikowaniu na UDC warto więc sprawdzić gdzie będzie się miało zajęcia.

Jeśli chodzi o wykładowców, wszyscy mówili po angielsku, byli bardzo pomocni i przyjaźnie nastawieni do studentów. Co ciekawe, studenci w Hiszpanii zwracają się do wykładowców po imieniu, przez co atmosfera na zajęciach sprzyja zadawaniu pytań i dyskutowaniu. Jednak pomimo tego Erasmusi nie byli traktowani ulgowo. Na każdych zajęciach na zaliczenie obowiązywała prezentacja oraz egzamin. Na niektórych dodatkowo prace pisemne w grupach.

UDC oferuje kilka kursów w języku angielskim, są to raczej podstawowe zagadnienia biznesowe. W języku hiszpańskim mamy szeroki wybór przedmiotów oraz możemy zapisać się na kurs do jednej z kilku grup, w zależności od naszych preferencji. Tym sposobem mamy realny wpływ na nasz plan zajęć. Ja wybrałam przedmioty w języku angielskim i hiszpańskim dzięki czemu udało mi się pokryć większość przedmiotów z mojego kierunku (Marketing i komunikacja rynkowa).

Zakwaterowanie

Zdecydowana większość studentów korzysta z usług agencji już po przyjeździe do Corunii. Agencja D7 współpracuje z ESN, a Buddy służą pomocą w tłumaczeniu w przypadku, gdy ktoś nie zna języka hiszpańskiego. Mieszkania były zlokalizowane w centrum miasta, a ceny za pokój wahały się od 190 do 250 euro z rachunkami. Agencja pobiera jednorazową opłatę w wysokości 20 euro. Co ważne kontrakt podpisuje się na 6 miesięcy od lutego (w przypadku drugiego semestru), trzeba się więc liczyć z tym, że ostatnie dni stycznia jest się zakwaterowanym w innym mieszkaniu, które akurat jest dostępne, każda noc w takim tymczasowym mieszkaniu kosztuje 10 euro. Można szukać mieszkania na własną rękę, ale w tym wypadku niezbędna jest znajomość języka hiszpańskiego. Były dostępne również akademiki uczelniane, jednak znajdowały się one na obrzeżach Corunii i kosztowały ok. 450 euro. Nie znam osoby, która zdecydowałaby się na akademik, jednak cena i odległość od centrum sugerują, iż nie warto nawet o tym myśleć.

Hiszpania jest ciepła, ale… większość mieszkań nie ma ogrzewania, podczas poszukiwań zakwaterowania warto więc zwrócić uwagę na to, czy w mieszkaniu są kaloryfery. Mieszkając w centrum wszędzie można dostać się pieszo. Z autobusu korzysta się tylko jadąc na uczelnię, dworzec lub do dużego centrum handlowego.

Typowa zabudowa w La Coruña. Miasto to nazywane jest “Ciudad de cristal”. Obok swój dom ma Amancio Ortega, założyciel Inditex.
Źródło: zbiór własny autora

Transport

Autobusy miejskie: za 2 euro (w banku) lub za 7 euro (lepsza opcja jeśli chcemy korzystać z rowerów i bibliotek miejskich) w urzędzie wyrabia się kartę miejską Millennium (Tarjeta Millennium). Kartę tę doładowuje się dowolną kwotą w specjalnych bankomatach Abanca. Przy każdorazowym korzystaniu z komunikacji miejskiej skanuje się kartę. Jednorazowy przejazd kosztuje 0,85 centów i ta kwota  pobierana jest z karty. Mamy 45 minut na przesiadkę, w tym czasie nie nalicza się kwota za skorzystanie z autobusu innej linii. Istnieją dwa rodzaje autobusów: autobusy czerwone – miejskie oraz niebieskie – aglomeracyjne. Takim niebieskim autobusem dojeżdża się również na lotnisko La Coruña. Cena w niebieskich autobusach jest taka sama (0,85). Taksówki: miasto jest stosunkowo małe, więc opłaty za taksówki przeważnie oscylowały na 5-8 euro za przejazd.

Rozrywka i podróże

Z legitymacją UDC otrzymujemy darmowe wejścia do kilku muzeów oraz m.in. oceanarium. Do innych muzeów możemy wejść za symboliczną opłatą 1-3 euro. Niektóre atrakcje mają też wyznaczone dni, w które wstęp jest wolny. W mieście można znaleźć baseny, siłownie, korty tenisowe etc. Jednak będąc w Corunii, mieście położonym nad oceanem, nie można nie spróbować surfingu. Lekcje prowadzone są np. na plaży Bastiagueiro. Miejscowy ESN organizuje grupowe lekcje z instruktorem w każdy weekend. Mieszkając w La Coruña warto też wejść na Monte de San Pedro i zobaczyć miasto z innej perspektywy.  Kolejnym legendarnym miejscem jest bar La Bombilla, w którym możemy zjeść prawdziwie tapas za 1 euro.

Monte de San Pedro,
Źródło: zbiór własny autora

W La Coruña znajduje się lotnisko, z którego możemy polecieć do kilku hiszpańskich miast. Mi udało się kupić wszystkie bilety w cenach nie przekraczających 35 euro za lot. Co więcej, lotnisko w Santiago de Compostela oferowało jeszcze więcej kierunków w równie atrakcyjnych cenach, a dojazd na nie zajmował ok. 1,5 godziny. Jeśli chodzi o pociągi, były one stosunkowo drogie. Hiszpania jest dużym krajem, w związku z czym zdecydowanie bardziej opłaca się latać, niż jeździć. Jednak jeśli chcemy zwiedzić Portugalię, warto wypożyczyć samochód lub poszukać przejazdów na Blablacar, który jest bardzo popularny. Tymi właśnie sposobami udało mi się zwiedzić Madryt, Barcelonę, Walencję, Sevillę, Santiago de Compostela, Oviedo, Gijon, Porto, Aveiro, Lizbonę, przejechać całe południowe wybrzeże Portugalii oraz zobaczyć wiele mniejszych miasteczek.

Lizbona,
Źródło: zbiór własny autora

Czy było warto? Zdecydowanie tak! Poniekąd przypadkowy wybór sprawił, że część mojego serca została na samym końcu Europy.  Nie ma tygodnia, w którym nie myślę o czasach  spędzonych na plaży z grupą erasmusowej rodziny, dniach kiedy zaraz po zajęciach szliśmy na plażę, graliśmy na ukulele i podziwialiśmy zachody słońca. Bardzo często wracam myślami do czasów, kiedy ktoś po raz kolejny włączał Despacito, ale nikt nie miał serca zmienić tej piosenki na inną, a wszystkie fiesty zaczynaliśmy przed północą i wracając podziwialiśmy wschody słońca. Z całego serca polecam to miasto na Erasmusa. Jeśli macie więcej pytań, piszcie śmiało! 🙂

 

Kasia Karwat
[email protected]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.