Praktyki Erasmus+ na Minorce, Hiszpania

Jako studentka drugiego roku Turystyki, musiałam zaliczyć praktyki obowiązkowe. Wizja odbywania ich w Polsce jakoś szczególnie do mnie nie przemawiała. Chciałam połączyć przyjemne z pożytecznym i wyjechać gdzieś za granicę. Zaczęłam szukać pracodawców w różnych krajach. Co do jednego byłam pewna – kraj śródziemnomorski, plaże i palmy. Tak trafiłam na firmę Animafest zajmującą się rekrutowaniem studentów właśnie na praktyki w dziedzinie hotelarstwa, turystyki i gastronomii. Wystarczyło wypełnić formularz zgłoszeniowy, a następnie odbyć rozmowę kwalifikacyjną przez Skype’a. Nic trudnego – cała rozmowa trwała raptem 10 min, podczas których rekruter szukał dla nas miejsca odbywania praktyk. Jeśli chodzi o firmę Animafest, jedyne, czego potrzebujemy to cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. 🙂 W taki sposób 30.06.2016 roku zaczęła się moja przygoda z jedną z hiszpańskich wysp, a mianowicie Minorką, znajdującą się w archipelagu Balearów. Lot miałam z przesiadką w Barcelonie, niestety wymagało to spędzenia nocy na lotnisku i czekania na kolejny lot na wyspę. Byłam tak zestresowana, że nie jadłam nic od czwartku rano do piątku wieczorem. Kiedy doleciałam wreszcie na lotnisko Mahon, czekał na mnie zamówiony wcześniej przez internet transfer do miejsca docelowego.

Calan Bosch - miejsce , w którym odbywałam praktyki, źródło: zbiór własny

Calan Bosch – miejsce , w którym odbywałam praktyki,
źródło: zbiór własny

Praktykę odbywałam w jednej z restauracji w typowo turystycznym resorcie Calan Bosch. Jako, że na praktyki pojechałam bez nikogo znajomego, wszystko było nie lada wyzwaniem. Pierwszy tydzień był jedną wielką porażką: inny kraj, inny język, inna kultura. Nie mówiłam po hiszpańsku, a większość pracowników restauracji nie posługiwała się językiem angielskim wcale lub tylko na bardzo podstawowym poziomie, także na początku był to duży problem. Szczególnie, gdy dostałam polecenie (po hiszpańsku) zaniesienia jedzenia do stolika numer np. 232, kiedy nie znałam nawet liczb po hiszpańsku. Wystarczyło jednak poświęcić jeden wolny wieczór na nauczenie się ich i z czasem okazało się, że nie jest to takie trudne. Wydaje mi się, że potrzeba mniej więcej miesiąca, żeby się zaaklimatyzować w nowym miejscu i z nowymi ludźmi. Pracowałam po 8 godzin przez 5 dni w tygodniu od 14:00 do północy, z dwugodzinną przerwą między 18:00 a 20:00. Nie będę ukrywać, że jeśli chodzi o pracę kelnerki w restauracji, jest to bardzo duży wysiłek, szczególnie w okresie wakacyjnym, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Teraz z utęsknieniem wspominam codziennie wychodzenie do pracy. Restauracja położona była w porcie, także widok podczas śniadań był niesamowity.

Takie widoki mieliśmy przy śniadaniu, źródło: zbiór własny

Takie widoki mieliśmy przy śniadaniu,
źródło: zbiór własny

Oprócz mnie, w restauracji było jeszcze dwoje praktykantów – dziewczyna z Portugalii i chłopak z Polski (dobrze było móc porozmawiać mimo wszystko po polsku). Wszyscy byli mili i bardzo wyrozumiali, zawsze służyli pomocą. Interesowali się tym, skąd jestem, co robię, dużo żartowali. Naprawdę lubiłam przychodzić tam każdego dnia. Próbowali powtarzać po mnie zdania po polsku. Nawet specjalnie dla mnie nauczyli się słowa “tacka” i kiedy trzeba było posprzątać stolik, wołali po polsku. W restauracji pracowali także młodzi ludzie ze Słowacji. Dzięki nim czułam się tam jak w domu. Słowacki jest tak podobny do Polskiego, że nie było problemu z dogadaniem się z nimi. Ja mówiłam do nich po polsku, a oni odpowiadali po słowacku. Reszta pracowników była bardzo zdziwiona tym faktem, myśleli, że posługujemy się jednym językiem. Jeśli czegoś nie potrafiłam zrobić, pokazywali mi to cierpliwie tyle razy, aż zrozumiałam. Wiadomo, że czasem przy dużej liczbie gości robiła się napięta atmosfera i każdy krzyczał na każdego, ale później wszystko wracało do normy.

Ostatni dzień praktyk!!! źródło: zbiór własny

Ostatni dzień praktyk!!!
źródło: zbiór własny

Jak już wcześniej wspominałam, to zupełnie inna kultura, inna mentalność. Hiszpanie są bardzo bezpośredni, szczególnie płeć  męska. Do tej pory pamiętam swój pierwszy dzień, kiedy wszyscy patrzyli się na mnie jak na okaz w muzeum. Z czasem przyzwyczaiłam się do tego. Mimo, że były to praktyki, starałam pokazać się jak z najlepszej strony. Nie ma nic bardziej motywującego niż słyszenie pochwał od wszystkich “Muy bien, Anita, muy bien” (Anita to hiszpańskie zdrobnienie od imienia Ana). Do samego końca przypominali mi moje początki kelnerskie. Podczas pierwszego tygodnia, złapałam nieświadomie ręką gorącą patelnię z paellą. Innym razem poślizgnęłam się na środku restauracji i niestety nie zdołałam utrzymać uwagi, tylko wylądowałam na “siedzeniu”. Przypał – nie ma co, ale przynajmniej było śmiesznie. Przez pracodawcę miałam zapewnione 3 posiłki dziennie, z tym, że na śniadania rzadko chodziłam z racji nocnego trybu życia. Wszystkie posiłki jadłam w swojej restauracji, także podczas dni wolnych. Mimo to, nie zawsze mi wystarczały, więc musiałam kupować sobie dodatkowe jedzenie. Hiszpanie mają bardzo późne pory posiłków. Ciężko było przestawić się do jedzenia kolacji o północy, co wpływało też na bardzo późne chodzenie spać. Wczesne wstawanie było w moim przypadku niemożliwe .

Cala Morell - wg mnie najpiękniejsze miejsce na wyspie, źródło: zbiór własny

Cala Morell – wg mnie najpiękniejsze miejsce na wyspie,
źródło: zbiór własny

Najbliższe miasto – Ciutadella, oddalone było o ok. 7 km od Calan Bosch, dojechać można tam było autobusem. Ciutadella jest drugim największym miastem na Minorce. Znajdowała się tam poczta i jakieś większe sklepy. W Calan Bosch, jak to w typowym resorcie, ceny różnych produktów były dosyć wysokie, także lepiej było pojechać gdzieś dalej na zakupy, gdzie ceny były bardzo przystępne, ze względu na to, że mieszkali tam lokalni ludzie. Najbardziej szokujące dla mnie, jak i innych były ceny lodów, tych w sklepach jak i lodziarni. Były to jedyne wakacje podczas, których jadłam tak mało lodów (jedna gałka 3 euro???).

Port w Ciutadella de Menorca, źródło: zbiór własny

Port w Ciutadella de Menorca,
źródło: zbiór własny

Jeśli chciało się gdzieś dalej pojechać, najłatwiej było to zrobić wyruszając właśnie z tego miasta, z racji ogromnej liczby połączeń autobusowych na całą wyspę, która ma tylko 50 km długości. Przed przyjazdem byłam pewna, że nie ma na niej nic ciekawego. Taka mała wyspa, co tu można robić? Na szczęście bardzo się myliłam.

Cala Macarella , parę godzin wędrówki w 36 stopniowym upale ale opłacało się to zobaczyć, źródło: zbiór własny

Cala Macarella , parę godzin wędrówki w 36 stopniowym upale ale opłacało się to zobaczyć,
źródło: zbiór własny

Minorka może poszczycić się jednymi z najpiękniejszych plaż na świecie oraz krystaliczną, turkusową wodą, czego chcieć więcej? Warto pojechać gdzieś dalej, poza swój obszar “zamieszkania” i odwiedzić jedną z wielu pięknych plaż. Można wybierać między tymi bardziej zaludnionymi, ale także tymi dziewiczymi, gdzie rzadko można kogoś spotkać. My ze znajomymi odwiedzaliśmy pobliskie plaże pieszo (co to dla nas, 14 km w jedną stronę?). Wysiłek ogromny, satysfakcja kiedy po 4h morderczej wędrówki w upale docierasz do raju i możesz zapisać się zimnego piwa i cieszyć się widokiem – bezcenna. Takie krajobrazy znasz tylko ze zdjęć, a teraz podziwiasz je na żywo i nie możesz uwierzyć jakim szczęściarzem jesteś w tym momencie. Potem leżysz i odpoczywasz, wchodzisz do przyjemnie chłodnej wody, obok pan z taczką sprzedający soczyste ananasy i orzeźwiające kokosy. Nie trzeba wiele, aby zakochać się w takim miejscu .

Castillo de Santa Agueda, źródło: zbiór własny

Castillo de Santa Agueda,
źródło: zbiór własny

Oprócz pięknych plaż, Minorka ma do zaoferowania o wiele więcej. Szlaki piesze i rowerowe, kajaki oraz różne inne aktywności wodne. Polecam wybrać się choćby na krótką wycieczkę. Rowery można bez problemu wypożyczyć, tak samo jak i samochód. W moim przypadku ta “krótka” wycieczka rowerowa trwała cały dzień, wynosiła ok. 45 km i pozostawiła pamiątkę w postaci wyglądu buraka przez kolejne 3 dni. Góry, doliny, plaże piaszczyste i kamieniste, ale było warto! Wyobraźcie sobie jazdę na rowerze w 35-stopniowym upale, kiedy kończy Wam się woda, jesteście na totalnym pustkowiu, żadnych sklepów w pobliżu. Patrzycie, a obok na polu rosną arbuzy i melony. Zastanawiacie się, czy to fatamorgana, ale jednak nie. Mimo, że to nie jest to zbyt legalne, zrywacie owoce, które trochę ważą, wkładacie do (i tak już za ciężkiego) plecaka i jedziecie dalej pod górę. Myśląc tylko o tym, jaka to będzie nagroda, kiedy dotrzecie do celu Waszej wędrówki i zjecie je. Później okazało się, że arbuz nie był do końca dojrzały, ale i tak smakował wyśmienicie. 🙂 W końcu docieracie i nie możecie uwierzyć w to, co widzicie. Góry i morze w jednym miejscu. To nie wszystko! Odwracacie się, a za Wami po wzgórzu przechadzają się dzikie kozy.

Rowerem można dojechać wszędzie, źródło: zbiór własny

Rowerem można dojechać wszędzie,
źródło: zbiór własny

Na pewno każdy jest ciekaw, jak wyglądało imprezowe życie na Minorce. Jeśli chodzi o kluby itp., to w Calan Bosch nie było żadnego. Jeśli miało się ochotę na typowo klubową imprezę, trzeba było jechać do Ciutadelli. Budżetowo, ostatnim autobusem o 00:20, a powrót pierwszym możliwym o 7:00 rano. Niestety, taksówki po pierwsze jeździły jak chciały, a po drugie kosztowały 20 euro. Jeśli chodzi o drinki, Mojito kosztowało 8-10 euro, także każda impreza była niezłym wydatkiem. Dlatego nie chodziliśmy na nie w każdy weekend. Najprościej było po prostu pójść po pracy na plażę (wystarczyło przejść przez ulicę) i pić w sangrię w blasku księżyca albo podziwiając zachód słońca.

Oglądanie zachodu słońca i picie Sangrii, źródło: zbiór własny

Oglądanie zachodu słońca i picie Sangrii,
źródło: zbiór własny

Podsumowując, nie bójcie się wyjeżdżać na praktyki, nawet samemu. Będzie ciężko, jest to niesamowita szkoła życia, ale jak to mówią – do odważnych świat należy. Trzeba korzystać z dostępnych możliwości, kiedy się jest młodym. To, co zobaczycie i czego się nauczycie będzie Wam towarzyszyć przez całe życie. Na początku będziecie odliczać dni do powrotu do domu, ale potem, kiedy zostaną Wam 2 tygodnie, nie będziecie chcieli wracać. Poznacie niesamowitych ludzi z całego świata. Uwierzcie mi, pożegnania są najgorsze. Zdajecie sobie sprawę, że to już koniec i że to były najlepsze 3 miesiące w Waszym życiu. Panowanie nad łzami przychodzi z trudem. Żegnacie się z osobami, których nie lubiliście na początku, a podczas pożegnania nawet nie wiecie co powiedzieć. Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do innych. Ciężko było mi wrócić do rzeczywistości. Pierwszego dnia po powrocie mówiłam do wszystkich po angielsku, bo mój mózg dalej był w Hiszpanii. Przez tydzień, kiedy wybiła godzina 14:00 mówiłam sobie, że o tej porze szłabym do pracy, ale już nie pójdę. Do tej pory, kiedy usłyszę piosenkę “La Bicicleta”, mam łzy w oczach. Mimo, że były i dobre, i złe dni, nie żałuję, że podjęłam decyzję o wyjeździe na praktyki i polecam to każdemu! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się jeszcze wrócić na Minorkę.

Najlepiej spędzone wakacje w życiu, źródło: własne

Najlepiej spędzone wakacje w życiu,
źródło: własne

W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą.
[email protected]
FB: Anna Wiaderna

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.