Must Be: Sosnowiec, Polska

„Ale super, dostałam się na Erasmusa do Nicei!” usłyszałam od mojej znajomej z uczelni i niecierpliwie czekałam, aż zada mi to jedno, najważniejsze pytanie. W końcu padło z jej ust „A ty? Jedziesz gdzieś? Dawaj, pewnie jakaś petarda!”, wyprostowałam się, wzięłam głęboki oddech, na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech „Jadę do centrum wszechświata.” i widząc, że dziewczyna za nic nie wie, o czym mówię, po chwili dodałam „No do Sosnowca, super, co nie?!”. Z tego wszystkiego podskoczyłam z radości i zaczęłam klaskać w dłonie. Chyba byłam jedyną osobą, która była podekscytowana tym wyjazdem, bo patrząc po minie mojej koleżanki można było sądzić, że nie zazdrości mi ani trochę.


Ktoś kiedyś wymyślił sobie, że Sosnowiec to taki Radom województwa Śląskiego. Że psy d… szczekają, jest szaro i brzydko, a w ogóle to najlepiej uciekać stamtąd jak najprędzej, bo nic dobrego w Sosnowcu Cię nie spotka oprócz pociągu do Katowic. „Veni, vidi, vici.” – nie taki Sosnowiec znowu zły, jak go malują. Może faktycznie szaro, buro i ponuro, ale w każdym mieście znajdzie się kilka perełek i chcę Wam pokazać, gdzie musicie zajrzeć, jak się wybierzecie do Sosnowca.

1. Pomnik Jana Kiepury

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

„Sercem sosnowiczanin, głosem obywatel świata” głosi dumnie napis zamieszczony na pomniku. Generalnie to była pierwsza atrakcja, jaka rzuciła mi się w oczy po przybyciu. Z wszystkimi znajomymi spotykałam się pod tym pomnikiem, na tzw. Patelni. Bo wiecie, Sosnowiec nie ma rynku, Sosnowiec ma Patelnię, a wszyscy jak już gdzieś się z kimś umówią, to najczęściej „pod Kiepem”, czyli pod pomnikiem Kiepury właśnie. Chcecie się umówić z kimś z Sosnowca w Sosnowcu? Powiedzcie mu, że będziecie czekać „pod Kiepem na Patelni”, na pewno zrozumie.  Adres: Plac Stulecia, między ulicami 3 maja i Warszawską.

2. Pączkarnia tradycyjna „Dobrze nadziane”

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Jak już będziecie na Patelni, to w sumie tuż za pomnikiem Jana Kiepury, nieco na lewo, można zobaczyć raj dla łasuchów. Piękna kamienica, samo centrum wszechświata, głupi by nie wszedł. Patrzę, a tam na tablicy chyba z dwadzieścia rodzajów pączków. Najtańszy pączek 1,90zł, a najdroższy 2,50zł, ale pączki tak wielkie, że jeden wystarczył aż dla trzech osób (w końcu studenci hajsu nie mają, to jednego pączka na trzy osoby dzielą). Pączki z kiwi, z malinami, z marmoladą, z różą, z nadzieniem tiramisu, z karmelem, z makiem, z serem, z czekoladą, a także z cytryną i czarną porzeczką. I dużo, dużo więcej różnych smaków. Pączki są wysmażane na miejscu, chwilę trzeba było wystać w kolejce, ale uwierzcie mi – ciepły, pyszny pączek rozpływający się w ustach wynagrodzi to stanie w kolejce. Gdzie? Róg Modrzejowskiej 3 i Warszawskiej 18.

3. Klubokawiarnia „Księgarnia”

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Niedaleko od centrum znajduje się klubokawiarnia „Księgarnia”. Miejsce, w którym naprawdę dużo się dzieje – koncerty, planszówki, nawet Ligę Mistrzów wyświetlają i można potańczyć. Można sobie w niej smacznie zjeść za dnia, a wieczorem można wypić świetnego drinka. Tarty wytrawne i na słodko, ciasta, ciasteczka, wspaniale wyglądające kanapki, do tego kawa, herbata, lemoniada. Drinków też mają naprawdę sporo w swojej ofercie, dodatkowo o niebanalnych nazwach. Przykład? „Janusz w tropikach”, „Nagłe porwanie Klaudii” oraz „Sen mola książkowego”. Chcecie wiedzieć, co pod sobą kryją te nazwy? Wbijajcie do „Księgarni” na Małachowskiego 22, oczywiście w Sosnowcu.

4. Second hand na Teatralnej 11

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Zawsze chciałeś mieć ubrania, jakich nie ma nikt inny, ale jesteś kompletnym beztalenciem i nie umiesz szyć, więc chodziłeś w ciuchach z sieciówek z nadzieją, że nikt nie zauważy, że się nie wyróżniasz z tłumu? Nie wspominając o tym, że po nocach śniły Ci się sweterki z Marksa&Spencera, ale kosztowały tyle, że musiałbyś wydać na nie tyle, ile płacisz za dwa miesiące wynajmu pokoju. Możesz już mieć ten etap za sobą. Najciekawsze ubrania znajdziesz w second handzie za komendą główną policji w Sosnowcu. Za dychę kupiłam sweter i bluzę, których nikt więcej na świecie nie ma, a moja przyjaciółka za 6 polskich złotych znalazła praktycznie nową koszulę z Hollistera, za którą w firmowym sklepie dałaby jakieś trzydzieści razy więcej. Już nie wspominam o tym, że na jednym z wieszaków wisiała sukienka z Zary jeszcze z metką. Dalej chcesz przepłacać za ubrania dla nudziarzy? Come on, czas na lumpy! Adres: Teatralna 11

5. Kąpielisko Stawiki

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Nawet w Sosnowcu mają plażę i można sobie popływać na łonie natury. Plaża w Sosnowcu. Możecie sobie zrobić na niej zdjęcie i jak dobrze wykadrujecie i przerobicie, to możecie mówić znajomym, że to z wakacji w Marsylii czy innym Porto. Ale po co kłamać? Stawiki to wspaniałe miejsce, niezależnie od pory dnia i roku. Pływają łabędzie, drzewa szumią, po co komu Atlantyk. Jak widać na załączonym obrazku jest też pomost, można sobie tam usiąść i rozmyślać nad sensem życia. Na randkę też można się nad Stawiki wybrać. Generalnie to jest jedno z tych miejsc, że wszystko tam możecie robić. Serio.

6. Stadion Ludowy Zagłębia Sosnowiec

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Zaraz obok Stawików nie lada gratka dla fanów piłki nożnej. Stadion Zagłębia Sosnowiec, drużyny piłkarskiej grającej w pierwszej lidze. Cokolwiek to znaczy, bo na piłce nożnej znam się jak świnia na gwiazdach. Z racji, że taki ze mnie maniak piłki nożnej, to nawet nie wiem, czy można dostać w okolicy stadionu lanie, bo ja to pokojowy człowiek jestem i w dresie chodzę tylko po domu i na zakupy do osiedlowego sklepu. Ale jak już jesteście w Sosnowcu, no to idźcie na Kresową 1, bo ten stadion to takie sosnowieckie Camp Nou.

7. Herbaciarnia „Marzenie”

źródło: zbiór własny autora

źródło: zbiór własny autora

Nieciekawa okolica, odrapana kamienica. Na szczęście nie jestem z tych, co to oceniają książki po okładce albo knajpy po budynku. Wchodzisz do „Marzenia” i czujesz się tak, jakbyś się cofnął dobre pięćdziesiąt lat wstecz i wpadł do babci na herbatkę. A wybór herbat mają taki, że zastanawiałam się naprawdę długo, zanim się zdecydowałam. Już nie wspomnę o pięknych i przeokrutnie smacznych ciastach. Szarlotka z lodami i bitą śmietaną, torcik karmelowy, czekoladowe ciasto z musem malinowym, sześć gałek lodów z bitą śmietaną i kawałkami bezy albo pana cotta. Za kubek herbaty i wielgachny kawał ciasta zapłacicie w okolicach 15 złotych, a za sześć gałek lodów podawanych w pucharze wielkości wazonu zapłacicie 14 złotych. Porcje ogromne, ceny bardzo ludzkie. Polecam, polecam, polecam. A gdzie? Grochowa 1, nigdzie indziej, ale w Sosnowcu.

I to by było na tyle. To zaledwie kilka z miejsc, które w Sosnowcu warto odwiedzić i serdecznie polecam. A teraz, spójrz, proszę, jaki dzisiaj mamy dzień?

1 kwietnia.

Prima aprilis!

Uprzedzam, że wszystkie te miejsca istnieją, we wszystkich byłam, tylko że nie na wymianie. Pochodzę z miejscowości nieopodal Sosnowca, więc wypad tam i obskoczenie tych miejsc zajął mi dosłownie trzy godziny. Co się objadłam, to moje, ale takie „poświęcenie” dla napisania tego artykułu to bardziej nagroda, niż kara. Nie taki Sosnowiec zły, jak go malują, miasto jak każde inne i uwierzcie, nie tylko autobus czy pociąg do Katowic to jedyne, co dobrego Was tam spotka.

Paulina Bałys
[email protected]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.