Erasmus+ w Steyr, Austria

Grüß Gott, Österreich!

Mnóstwo znajomych, którzy przeżyli swoją wymianę, zachęcali mnie od początku do wzięcia udziału w wymianie. Na początku nie byłem trochę pewny, no bo jak to tak studiować w innym języku, porozumiewać się na co dzień po angielsku. Jednak kiedy zobaczyłem, że ruszyły zapisy, sam zdecydowałem się wziąć udział. Na początku test językowy, którego się obawiałem, wybór uczelni i tutaj pojawiło się pierwsze zmartwienie. Moim celem numer 1 były Włochy, jednakże nie było już możliwości aplikować na półwysep Apeniński. Stąd też musiałem usiąść i pomyśleć. Jeśli nie Włochy, to gdzie powinienem się udać? I w ten oto sposób zdecydowałem się na Austrię – kraj, który zawsze pozostaje w cieniu Niemiec. Po otrzymaniu wyników uświadomiłem sobie, że przecież nie potrafię powiedzieć nawet słowa po niemiecku.

Steyr.
Źródło: http://www.tiscover.com/at/kierunek-wyjazd/steyr

Zacząłem więc uczyć się podstaw tego języka, ponieważ obawiałem się, że poza Wiedniem ciężko będzie się porozumieć po angielsku. Oprócz tego załatwianie całej masy dokumentów, poprzez EKUZ aż po Learning Agreement musiały być dopięte na ostatni guzik. Na kilka dni przed wyjazdem po podpisaniu umowy z Biurem Programów Zagranicznych, zrozumiałem, że nie ma już odwrotu i wtedy oprócz niesamowitej ekscytacji narodził się też stres. Jak się zabrać ze wszystkimi rzeczami? Czy na pewno trafię na miejsce? A co jak nie zdążę na pociąg w Wiedniu? Jednakże radość i chęć wyjazdu pokonywały jakikolwiek strach. I tak 15 lutego o godzinie 4 w nocy razem z rodzicami udaliśmy się do Katowic, gdzie miałem wsiąść do pociągu, który zawiezie mnie do Austrii. Ostatnie pożegnanie z rodziną i bliskimi oraz pakowanie ogromnej walizki, torby z jedzeniem, laptopa i wielu innych rzeczy. Po około 5 godzinach byłem już w Wiedniu, gdzie zdążyłem się zgubić na dworcu, zanim z niego wyszedłem. Po około godzinnej przerwie udałem się do kolejnego pociągu, tym razem do Linz. Ta trasa była jednak szybsza, ponieważ po 1,5 godziny byłem już w stolicy Górnej Austrii. Czekała mnie ostatnia przesiadka, ale najpierw trzeba było kupić bilet, bo to już był pociąg regionalny. Tutaj spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. -50% dla wszystkich poniżej 21 roku życia na pociągi w całej Górnej Austrii. Jednakże bardzo uprzejmy i uśmiechnięty Pan powiedział, że mój pociąg odjeżdża za 3 minuty, więc razem ze wszystkimi rzeczami w ostatniej chwili wbiegłem do pociągu. I tutaj pierwsze poważne zadanie: zrozumieć głos w pociągu, który ogłasza nazwy przystanków. Na polu było już ciemno, jednak po około godzinie drogi udało mi się dotrzeć do celu – Steyr!

Steyr – Rynek.
Źródło: https://www.steyr.info/stadt-kultur.html

Samo miasto nie jest zbyt duże, liczy sobie około 40 000 mieszkańców, co ma swój nieprawdopodobny urok. Dla mnie, rodowitego krakusa, jest to zupełnie nowy styl życia. Uroczy rynek w centrum historycznym miasta znajdował się zaledwie 20 min spacerkiem od mojego mieszkania, które znajdowało się na swego rodzaju przedmieściach. Bardzo lubiłem w tym mieście to, że wszędzie można było dojść na piechotę. Niby jest tam system komunikacji miejskiej, jednakże moim zdaniem trochę zbędny, ponieważ najdalej na drugi koniec miasta szedłem spokojnym krokiem 35-40 minut. Dużym mankamentem miasta jest brak klubów, tylko kilka pubów, w których można troszkę poszaleć, jednak Austriacy znaleźli na to sposób, urządzając środy studenckie w różnych pubach (co tydzień gdzie indziej). Wtedy też studenci tutejszej uczelni mieli zniżki w tym konkretnym pubie. Czasem można było odnieść wrażenie, że miasto jest trochę wymarłe, bardzo mało ludzi spacerowało uliczkami, zwłaszcza w okresie zimowym (warto zaznaczyć, że pogoda była bardzo podobna do naszej). Zupełnie inna sytuacja miała miejsce w czerwcu czy lipcu, kiedy temperatury powyżej 30 stopni wręcz wyganiały mieszkańców na zewnątrz, żeby pokąpać się w rzece czy udać na jeden z kilku otwartych basenów, które w czasie upałów są zbawieniem. Bardzo często można tam było spotkać studentów zagranicznych, ponieważ całodzienny bilet od 10 do 18 kosztował zaledwie 3€. Największym minusem (według mnie jedynym) Steyr, jak i całej Austrii jest czas otwarcia sklepów. Najpóźniej o 20 w tygodniu, w sobotę o 18, a w niedzielę wcale nie można zrobić zakupów. Kilka razy zdarzało się, że w niedzielę budziłem się bez jedzenia w lodówce i bez jakiejkolwiek możliwości zakupów. Wtedy ratunkiem pozostawał McDonald’s lub Kebab.

Kampus w Steyr.
Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:FH_Oberoesterreich_Campus_Steyr_DSC_2868w.jpg.

W Steyr znajduje się tylko 1 wydział University of Applied Sciences. Realizowane są tu przedmioty z zakresu zarządzania, marketingu, logistyki. Uczelnia ta jest zdecydowanie mniejsza od UEK-u, studentów jest około 1000, z czego przyjezdnych zaledwie 70-80. Sama uczelnia składa się z 2 budynków (New Building i Old Building). Ten nowy jest niesamowicie nowoczesny i doskonale wyposażony. Stary budynek był również niczego sobie. Jest to tylko jeden kampus (coś w stylu wydziału Zarządzania), pozostałe 3 znajdują się w innych miastach. Malownicze usytuowanie nad samą rzeką w Steyr w centrum miasta tylko zachęcało do uczęszczania na zajęcia. Zajęcia wybieraliśmy sobie sami, nie było sytuacji, że jakiś kurs nie został utworzony. Dzieliły się one na dwie grupy: Kursy tylko dla International Students (łatwiejsze) oraz te, na które uczęszczali również regularni studenci. Wykładowcy posługiwali się bardzo dobrym językiem angielskim. Coś, co bardzo mi się podobało, to fakt, iż wszystkie zajęcia z języków obcych prowadzone były przez Native Speakerów. Osobiście miałem kurs angielskiego z Brytyjką, która świetnie mówiła też po niemiecku. Zajęcia odbywały się 3 razy w tygodniu i ogólnie nie było ich bardzo dużo. Coś, co jest inne niż na UEKu to fakt, iż w Austrii studenci mają mnóstwo pracy domowej, prezentacji, projektów, egzaminy schodzą na dalszy plan. Niby mniej stresu, aczkolwiek wymagało to też ogromu pracy, np. przygotowanie prezentacji na 40 minut, podczas której nie mogłem korzystać z żadnych notatek, a następnie napisanie eseju na min. 20 stron to było tylko jedno zaliczenie z sześciu. Zarówno miasto, jak i uczelnia organizują wiele ciekawych eventów, na które przyjeżdża bardzo dużo turystów. Jeśli chodzi o wybór przedmiotów, to można decydować się na zarówno te tylko dla studentów przyjezdnych, jak i te ze studentami miejscowymi zarówno po angielsku, jak i niemiecku. Ważne jest, aby uzbierać min. 20 ECTS.

Jeśli chodzi o koszty, to byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Otrzymałem grant 500€ miesięcznie, co przy odrobinie większej kontroli swoich wydatków w zupełności by wystarczyło, żeby się utrzymać. Za pokój płaciłem 250€ + kaucja zwrotna 500€, a samo mieszkanie było doskonale wyposażone. Mieliśmy swoją zmywarkę, pralkę oraz każdy z nas miał swój osobny pokój. Jedynym minusem była mała lodówka, co dla 3 chłopaków było trochę uciążliwe, ale od czego ma się współlokatorów z bogatych krajów, którzy mogą sobie kupić lodówkę do pokoju :). Ciężko było się porozumieć nie tylko z właścicielem mieszkania, ale też i ludźmi w Steyr. Oprócz studentów mało kto mówił po angielsku. Dla wybierających się do Austrii sugeruję codzienne zakupy w Hofferze lub Sparze. Ceny niewiele wyższe niż w Polsce, wyjątkiem jest oczywiście bardzo drogie mięso. No i dla osób niemówiących po niemiecku, koniecznie trzeba zainstalować słownik na telefon, żeby wiedzieć, czego się szuka na półkach. Kolejną wskazówką jest możliwość zakupienia karty zniżkowej na pociągi w całej Austrii. Karta ważna jest przez rok i kosztuje zaledwie 19 euro, a obniża cenę przejazdu w kraju o połowę i o 25% poza granicę Austrii. Jeżeli chodzi o podróże, tanią opcją jest bla bla car, dzięki któremu za 8 euro w jedną stronę dojechałem do Pragi czy Monachium. W samym Steyr raczej chodziłem wszędzie na nogach, chociaż raz na wycieczkę do fabryki BMW pojechaliśmy autobusem i ten był raczej drogi jak na nasze standardy – 2€ w jedną stronę.

Hallstatt.
Źródło: http://www.austria.info/us/where-to- go/regions/lake-region/a-day-in- hallstatt.

Tak jak już wcześniej wspomniałem, zajęć nie było bardzo dużo, co otwierało wiele możliwości dla chcących podróżować. 4-dniowy weekend był idealny np. żeby pojechać do Wiednia, Budapesztu czy Monachium. W czasie wolnym na ogół spotykaliśmy się w licznym gronie gdzieś w mieście. Tutaj warto zaznaczyć, że w lecie wachlarz możliwości znacznie się rozszerzał. Szliśmy na plażę posiedzieć nad rzeką, wypić piwo, ewentualnie organizowaliśmy grille lub po prostu szliśmy na kolację do restauracji albo na kebaba. Organizowaliśmy sobie też różne wycieczki do pobliskich miejsc. Zdecydowanie polecam malutkie miasteczko Hallstatt, jest to chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Austrii. Warto zobaczyć to miejsce zarówno zimą, jak i latem. Ponadto, warto korzystać z organizowanych przez ESN wycieczek do Linz i Budapesztu. Oczywiście koniecznie trzeba też udać się na wycieczkę do Wiednia, Pragi czy Monachium. Studenci starali się podróżować jak najwięcej, zwłaszcza Ci, którzy byli spoza Europy. Toteż organizowali sobie wycieczki np. do Maroka, Holandii, Francji, na Maltę czy do Grecji. Położenie Austrii sprzyja podróżowaniu. Jeśli chodzi o miasto, to często wieczorami zasiadaliśmy w pubach (oczywiście tylko do 21 nie licząc studenckich śród, piątków i sobót), gdzie wszystko niestety było bardzo drogie. Cena piwa zaczynała się od 3,40€, podobnie jak i inne rodzaje alkoholu. Wyjątkiem były środy, kiedy z kartą studencką wszystko było za 2€.

Jeśli chodzi o inne produkty to przykładowo:

  • chleb 600 g 1€
  • mleko 1l – 0,7€
  • salami ok. 150 g – 1,5€
  • piwo puszka – 0,4€-1,2€
  • płatki śniadaniowe – 3,30€

Teraz chciałem coś powiedzieć o największym atucie Erasmusa – ludzie. Możliwość poznania ludzi z całego świata to był priorytet dla mojego udziału w wymianie. Tak jak wcześniej wspomniałem, nie tylko są to ludzie z Europy, ale też i Azji, Ameryki Południowej i Północnej. Tak naprawdę udało mi się poznać podstawy kilku języków, a kolega z Czech przyznał, że język czeski mogę wpisać do CV, zresztą on język polski również ;). Pojedyncze słowa np. po fińsku, hiszpańsku, irlandzku czy nawet chińsku i koreańsku były niczym trudnym w porównaniu z usilnymi próbami moich znajomych do powiedzenia czegokolwiek po polsku. Ogromnym atutem była też liczba osób mówiących po angielsku od urodzenia. Oswojenie się z akcentami brytyjskim, irlandzkim, kanadyjskim czy amerykańskim dało mi pewną swobodę w komunikowaniu się z innymi. Kolejny bardzo fajny element Erasmusa to mieszanka kultur. Wielkanoc, którą przyszło mi spędzić właśnie z tymi ludźmi była zabawna, ponieważ każdy przeżywa to w inny, niecodzienny dla nas sposób.

Centrum Steyr.
Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Blick_ueber_di.

Podsumowując, jeśli się wahasz, czy aby na pewno chcesz jechać na wymianę, odpowiedź jest tylko jedna – ZDECYDOWANIE TAK. Jest to prawdziwa szkoła życia, tak naprawdę każdy uczy się wszystkiego z przyjemnością. Nawet nie zauważyłem, kiedy mój angielski tak się poprawił. Przez pierwsze dni trzeba sobie poradzić z zupełnie nowym otoczeniem, kulturą, zachowaniem, językiem. Wiele osób obawia się pozostawienia wszystkiego w Polsce na pół roku. Zdecydowanie warto. Sam mogę powiedzieć, że po Erasmusie wszystko wróciło do normy, a nawet jest zdecydowanie lepiej. Jeśli chodzi o Austrię, polecam dla osób, które co jakiś czas chcą wrócić do Krakowa na weekend, ponieważ jest blisko i tanio. Sam kraj jest bardzo interesujący, przepiękny i troszkę schowany w cieniu znacznie większych Niemiec.

W razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości – piszcie śmiało na maila:
[email protected]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.