VIVE LA FRANCE, Czyli Erasmus+ w Rennes, Francja

Po zakwalifikowaniu się na Erasmusa dużo ludzi pytało „dlaczego Rennes?”. Prawdę mówiąc przez długi czas sama zastanawiałam się, dlaczego właściwie wybrałam niewielkie miasto „w jakieś tam Bretanii” zamiast przepięknych wybrzeży francuskiej Prowansji. Teraz jednak, gdy ktoś zadaje mi to samo pytanie, nie mam wątpliwości, że to miejsce było mi po prostu przeznaczone!

Nie zamierzam tracić tu miejsca i czasu ani Waszego ani mojego na opis miasta, szkoły i tego typu rzeczy –To co ja chcę Wam przekazać to tzw. „perełki”, które sprawiły, że pobyt w Bretanii był wyjątkowy pod każdym względem.

Przede wszystkim ludzie! – jeśli ktoś wiecznie żyje w przekonaniu, że nigdzie we Francji nie można się normalnie dogadać z miejscowymi ludźmi, że Francuzi są nieuprzejmi i zadufani w sobie, to Bretończycy są najlepszym tego zaprzeczeniem. Co więcej, na samej uczelni można poznać ludzi z całego świata – i nie mówię tu tylko i wyłącznie o Erasmusach.

Miasto – może i niewielkie i bez wieży Eiffla, ale za to jest przepiękny park, jeden z najsłynniejszych we Francji, gdzie na jesień kwitną róże, a wiosną można zobaczyć dywan z tulipanów. Cosobotni targ w centrum miasta – to coś, czego nie można przegapić. Świeże owoce, warzywa, sery, mięsa, chleby, słodycze, oliwki, kwiaty, a przede wszystkim rybki prosto z morza i wciąż „biegające” po stole kraby 😀 – szczena opada.

2

1

Skoro już wspominałam o wybrzeżach Prowansji to nie skłamię jeśli powiem, że wybrzeża Bretanii mają co najmniej tyle samo, albo nawet więcej uroku niż te na południu. Dzikie plaże, mało turystów (co chyba najważniejsze), cudowne zachody słońca, piękna woda i niezapomniane widoki. Zresztą te zdjęcia mówią same za siebie.

4

5

3

Dla mnie najważniejszym elementem pobytu na Erasmusie były podróże – i tu po raz kolejny Rennes okazało się być idealnym miejscem do rozpoczęcia przygód. Całe mnóstwo okolicznych miejsc do zobaczenia: Dinard, Cancale (btw. – najlepsze miejsce do spróbowania owoców morza), Mont Saint Michel, Saint Nazaire, Nantes, Saint Malo, Paryż – to wszystko na wyciągnięcie ręki.

Dla mnie jednak to nie był koniec francuskiej przygody. Moim celem było wyciśnięcie z tego Erasmusa jak najwięcej za jak najmniej. Jeśli ktoś się zastanawia, jak podróżować i nie zbankrutować – ja we Francji polecam autostop! Najlepsza decyzja mojego życia to właśnie hitch-hiking po Europie. W ten banalny sposób (owszem czasem trochę męczący, ale za to niezapomniany) udało mi się odwiedzić Bordeaux, Biarritz, Bayonne, trochę Hiszpanii, cudowną Prowansję i nie tylko 🙂

Z całego serca polecam Wam Rennes – małe, spokojne miasto pełne sympatycznych ludzi i tętniącej studenckim życiem Rue de la Soif.

Ale tak naprawdę nie ważne gdzie pojedziecie! – Wasz Erasmus na pewno będzie niezapomniany 🙂

Kaśka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.