Bułgaria – przełam stereotypy!

[część pierwsza]

Erasmus w Bułgarii – dlaczego warto?

Erasmus – przeżycie nie do opisania, przygoda życia, kulturowa mieszanka wybuchowa – teraz, gdy mój czas w Sofii powoli dobiega końca, mogę stwierdzić, że absolutnie się z tym zgadzam. Swój poprzedni wpis poświęciłem głównie życiu w Sofii, teraz chciałbym się skupić bardziej na Bułgarii oraz moich podróżach (a trochę ich było). Bułgarzy, podobnie jak Rumuni, często są postrzegani jako brudni Cyganie, zwłaszcza w oczach osób, które nigdy nie były w tym kraju. Ponadto wiele osób uważa, że Bułgaria to kraj z głęboko zakorzenionymi tradycjami komunistycznymi i nic od 25 lat się tu nie zmieniło. Nic bardziej mylnego! Oczywiście Bułgaria nie należy do państw zamożnych, więc zmiany wymagają czasu. Jednakże kraj ten jest pełen ciekawych tradycji i przepięknych krajobrazów. Postaram się was do tego przekonać!

Widok na panoramę Sofii z gór Vitosha

Widok na panoramę Sofii z gór Vitosha

Pomimo, że Bułgarzy również są narodem słowiańskim, znacznie różnią się od Polaków. Przede wszystkim w ogóle nie czuję, że mieszkam w stolicy. Ludzie nie są tak zabiegani jak Polacy. Czuć tu pewnego rodzaju atmosferę „południowego luzu”. W poprzednim wpisie wspominałem o odwrotnych gestach na tak/nie. Dzięki tej odmienności spotkało mnie kilka mniej lub bardziej zabawnych niespodzianek. Za każdym razem, gdy kasjer w supermarkecie oferuje mi jednorazówkę [torbiczka] , mówiąc „Ne” kiwam głową po polsku i pytanie się powtarza (czasem 3 razy!).
Bardzo zaskakuje mnie „biurokracja”  pewnych sytuacji. Płacąc za zakupy kartą oprócz wprowadzenia kodu PIN, transakcję należy potwierdzić również podpisem. O kartach zbliżeniowych nikt tu raczej nie słyszał… Próbując załatwić najprostsze sprawy, należy podać swoje dokładne dane. Tak było w przypadku kupna bułgarskiego numeru telefonu. Nie ma mowy o zakupie karty SIM w kiosku! Podobnie jest w kantorze. Pewnego razu gdy chciałem wymienić pieniądze, kobieta sczytując dane z dowodu osobistego wpisała moje 2 imiona (na pewno łatwiej było napisać :P).  Mimo wszystko, myślę jednak, że te sytuacje jedynie ubarwiają moje życie na Erasmusie.

Cooltura

Bułgarzy mają niezliczoną ilość ciekawych świąt i tradycji. Miałem okazję doświadczyć kilku z nich. Tuż po moim przyjeździe, w niewielkiej miejscowości Pernik w pobliżu Sofii, odbył się Międzynarodowy Festiwal Kukeri. Jest to pewnego rodzaju bułgarski karnawał. Kukeri to przebrane postacie uczestniczące w tradycyjnych obchodach zwanych “Кукерски игри”, czyli Zabawa Kukerów. Tego dnia Kukeri tańczą, żeby przegnać zimę oraz złe moce. Ich taniec jest także prośbą o urodzaj w nadchodzącym roku. Kukerzy ubierają się w kozią i owczą skórę. Na głowy zakładają skórzane lub drewniane maski, w pasie zawieszają dzwonki, a w ręku trzymają kije. Muszę przyznać, że robi to całkiem spore wrażenie.

Kukeri

Kukeri

1 Marca oznacza dla Bułgarów nadejście upragnionej wiosny. Śniegi i lody topnieją, a słońce zaczyna mocniej przygrzewać. Bułgarów odwiedza Baba Marta [babcia Marzec]. Tego dnia ludzie wymieniają się tzw. Martenicami, czyli bransoletkami zrobionymi z czerwonej i białej włóczki. Czasami martenica przybiera kształt chłopca i dziewczynki, zwanych Piżo i Penda. Martenicami wymieniają się dosłownie wszyscy, bywa, że jedna osoba ma na ręce kilkadziesiąt bransoletek! Za każdym razem przyjmując ten „amulet”  należy pomyśleć życzenie. Zgodnie z tradycją po ujrzeniu bociana lub pierwszych pąków na drzewach, należy zdjąć Martenicę i zawiesić ją na tym drzewie. Wtedy życzenie powinno się spełnić.

Martenice

Martenice

Większość Bułgarów to prawosławni, dlatego ich Wielkanoc obchodzona jest później niż w kościele katolickim. W tym roku wyjątkowo późno, bo w maju. Dzięki temu miałem wyjątkowo długi weekend. Niestety były też minusy – miasteczko studenckie całkowicie opustoszało, a poza jednym supermarketem, wszystko zostało pozamykane już w Wielki Czwartek. Ogólnie cały miesiąc to jedna wielka majówka, 1.05 – święto pracy, 6.05 – dzień św. Jerzego i święto armii, 24.05 – Święto Piśmiennictwa Słowiańskiego i Kultury. Na początku czerwca w Dolinie Róż odbywa się święto tychże kwiatów. Swoją drogą, nie wiedziałem, że Bułgaria słynie z róż i wszelakich różanych produktów (konfitury, perfumy, kosmetyki). W każdej turystycznej miejscowości znajduje się sklep Roses of Bulgaria ( samej Sofii naliczyłem chyba z 10!).

Miłe zaskoczenie

Szczerze mówiąc, piękno Bułgarii zacząłem odkrywać dopiero po przyjeździe tutaj. Nie spodziewałem się, że ten kraj może być tak różnorodny i malowniczy.  Trochę żałuję, że nie uda mi się zobaczyć wszystkich ciekawych miejsc, ale przynajmniej będę miał do czego wracać. Pierwszym miejscem, które odwiedziłem poza Sofią jest Plovdiv, miasto drugie pod względem wielkości, położone pośród siedmiu wzgórz. Swoją historią sięga czasów starożytności, co najmniej 600 lat p.n.e. Dzięki temu, można tu spotkać wiele ciekawych zabytków, m. in. antyczny amfiteatr, starożytne ruiny i pozostałości murów rzymskich.

Plovdiv - widok ze wzgórza

Plovdiv – widok ze wzgórza

Kolejnym miejscem, które odwiedziłem jest Monastyr Rilski – ważny symbol bułgarskiego oporu przeciwko tureckiej okupacji. Jest to jeden z największych i najwyżej położonych klasztorów w całym kraju. Ogromne wrażenie robią precyzyjne malowidła na krużganku oraz otaczające klasztor góry.

Rilski Monastyr

Rilski Monastyr

Na uwagę zasługują również takie miejsca jak bajkowe wodospady w Kruszunie oraz jaskinia Devatashka, w której kręcono sceny do Niezniszczalnych 2.

Wodospady w Kruszunie

Wodospady w Kruszunie

Ostatnim punktem na mapie Bułgarii, w który się udałem, jest dobrze znane Polakom Morze Czarne. Wycieczka niezapomniana, ponieważ ostatnia w takim gronie (ok. 20 osób). Dodatkowym atutem mojej wyprawy nad morze był fakt, że w dniu wyjazdu zdałem swój ostatni egzamin i dzięki pięknej pogodzie mogłem poczuć iście wakacyjny klimat! Jeśli jechać na wybrzeże, to zdecydowanie do Warny, kurortu zwanego również nadmorską stolicą Bułgarii. Stąd udaliśmy się również na wycieczkę do Nessebaru, przepięknej miejscowości w południowej części wybrzeża, położonej na niewielkim półwyspie. Swoją historią również sięga czasów starożytności. Co ciekawe, miasto to musi być pełne turystów z Polski, ponieważ każdy sklepikarz, czy kelner jest w stanie powiedzieć kilka zdań po polsku! Znaczne ułatwienie, jeśli ktoś chce wypocząć za granicą i nie zna języka obcego 🙂

Plaża w Warnie

Plaża w Warnie

Sofia jako miejsce strategiczne!

Jednym z powodów wyjazdu na Erasmusa były właśnie podróże. Sofia jest idealną lokalizacją, nie tylko do zwiedzania całej Bułgarii, ale również bliskich krajów sąsiednich. Oczywiście, nie omieszkałem z tego skorzystać!

Pierwsza podróż za granicę – Belgrad. Niestety mocne rozczarowanie, nie ze względu na miasto, ale na pogodę. Atak zimy! Wyjeżdżając z Sofii w połowie marca, temperatura sięgała 15 stopni, gdy wysiedliśmy w stolicy Serbii, przywitał nas śnieg, wiatr i mróz! Na szczęście potem było już tylko lepiej. Hostel w którym nocowaliśmy był naprawdę o wysokim standardzie. Z uwagi na to, że przyjechaliśmy dużą grupą, był praktycznie cały do naszej dyspozycji. Poza kilkoma standardowymi zabytkami, twierdzą Kalemegdan i muzeum Tesli, najbardziej do gustu przypadł mi Zemun, czyli stara dzielnica Belgradu, kiedyś osobna wieś stanowiąca granicę Habsburgów i Turcji. Jest to również port u ujścia Sawy do Dunaju, z wieloma urokliwymi restauracjami położonymi na rzece. Szkoda, że pogoda poprawiła się dopiero w dzień wyjazdu…

Zemun

Zemun

Drugi wypad zagraniczny – zupełnie spontaniczny i bardzo pozytywny – Macedonia. Tym razem pojechaliśmy tylko w czwórkę i skorzystaliśmy z carpoolingu (dla niewtajemniczonych: klik). Macedonia to kraj przepiękny i moim zdaniem bardzo niedoceniony. W ciągu 4 dni udało nam się zwiedzić najważniejsze miejsce. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie stolica – Skopje. Centrum miasta jest niewielkie, ale bardzo malownicze. W latach 60tych miasto zostało kompletnie zniszczone przez trzęsienie ziemi i wciąż jest odbudowywane. Mimo to, jest naprawdę wiele do zobaczenia, m.in dom Matki Teresy, imponująca fontanna z pomnikiem Aleksandra Wielkiego, muzeum archeologiczne, czy turecki bazar. Polecam również przedmieścia Skopje z niesamowitym kanionem Matka.

Muzeum archeologiczne w Skopje

Muzeum archeologiczne w Skopje

Kanion Matka

Kanion Matka

Kolejnym przystankiem było Ohrid, miasto położone nad zielonym jeziorem tuż przy granicy z Albanią. Miasto, jak niektórzy twierdzą, bułgarskie (zresztą Bułgarzy uważają, że język macedoński jest jedynie dialektem ich mowy). Stąd pochodzi Klemens Ochrydzki, ważny święty prawosławny i pierwszy biskup Bułgarii. Miasteczko jest niewielkie, więc spokojnym spacerem można je zwiedzić w ciągu jednego dnia. Znajdzie się też czas na relaks. My wynajęliśmy wodną taksówkę i cieszyliśmy się piękną słoneczną pogodą (25 stopni w połowie kwietnia!). Macedonia to kraj, do którego z pewnością kiedyś wrócę!

Jezioro ochrydzkie

Jezioro ochrydzkie

Ostatni wypad zagraniczny – Stambuł. Dla mnie najlepszy, ponieważ na majówkę przyjechali do mnie znajomi z Polski. Będąc kilka miesięcy poza ojczyzną, widok znajomych twarzy cieszy sto razy bardziej! Wracając do Turcji – tym razem zderzenie kulturowe znacznie większe! W Stambule naprawdę niełatwo zrobić zdjęcie bez meczetu w tle. Dźwięk muezinów nawołujących z minaretów do modlitwy wprowadza bardzo oryginalny i orientalny klimat. Miasto zwiedzaliśmy ze znajomą Turczynką, dzięki czemu mogliśmy poznać miasto z perspektywy „localsa”. I zdecydowanie zaoszczędziliśmy sporo pieniędzy. Stambuł to ogromna metropolia (populacja sięga 17 mln, wg nieoficjalnych danych nawet 19 mln!), więc wszędzie poruszaliśmy się minibusami i taksówkami, na które wydalibyśmy fortunę (stawki dla turystów kilka razy wyższe!). Najfajniejsza w tym wszystkim była podróż promem z części europejskiej do azjatyckiej. W ciągu 10 minut znaleźliśmy się na innym kontynencie!

Stambuł - widok z Bosforu

Stambuł – widok z Bosforu

Po czterech niesamowitych miesiącach przyszedł czas na pożegnanie. Bardzo ciężki czas, nie spodziewałem się, że będę podchodzić do tego tak emocjonalnie. Teraz gdy ludzie powoli zaczynają wyjeżdżać, widzę jak bardzo się zżyliśmy. Mam nadzieję, że pozostaniemy jedną wielką rodziną i znajomości, które tu zawarłem przetrwają na długo. W końcu Once Erasmus, Always Erasmus – i tego zamierzam się trzymać! Jeżeli wahasz się, czy wyjechać na wymianę zagraniczną, nie myśl zbyt długo! Może zabrzmi to bardzo patetycznie, ale Erasmus naprawdę otwiera serca i umysły!

Paweł Pankowicz
[email protected]

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked

Twój email nie zostanie opublikowany na stronie.